Podwyżki może i powinny…

Podwyżki może i powinny zostać wprowadzone, ale na pewno nie dla każdego nauczyciela.
Zresztą tutaj podam przykład znajomego uczącego matematyki w liceum:
– Zrobił kurs na egzaminatora w OKE (co roku wpadają bardzo ładne sumki). Wielu o tym zapomina, a masa nauczycieli tak dorabia następną pensje.
– Korepetycje z matmy (gdzie sam mówi, że zarabia na tym lajtowo drugą pensje, a od ludzi odpędzić się nie może, terminy ciągle zajęte).
– Sama praca w szkole jak to ujął jest dla niego frajdą. Ma wielu zdolnych uczniów, a jak nauczy matmy takiego, który miał braki to czerpie podwójną satysfakcję.
– dodatkowo 13, najkrótszy czas pracy z budżetówki, najdłuższy czas urlopu.

Natomiast kumpel o swoich „koleżankach” wypowiada się w 100% negatywnie. Karyny siedzą i często nic nie robią, mają stałe wzory zadań/kartkówek/sprawdzianów. Nie rozwijają się, nie robią nic w celu samorealizacji. Siedzą na dupie i piją kawkę, dopierdalając dzieciakom jak najwięcej materiału do domu aby miały więcej czasu dla siebie + mogły udzielać większej ilości korepetycji. A młode nauczycielki są najgorsze, maglują uczniów, robią z siebie „nie wiadomo kogo, wielkiego guru”, ogólnie mają ogromne „ego”.

Jak to ujął „Podwyżka by się przydała” po czym patrząc w oczy „Chociaż sam wiesz, że mam miesięcznie spokojnie ponad 5 tysięcy wliczając korki”. Jeśli nauczyciel jest zaradny to spokojnie może zarobić dużo więcej, ale co z tego skoro większość z nich to lenie, wyrobnicy przychodzący na kilka godzin do roboty…

I nie piszcie iż większe pensje spowodowały by „większą konkurencje na rynku”. Szkoła to instytucja, w której nepotyzm występuję na porządku dziennym, szczególnie w mniejszych miastach, powiatach.
#strajknauczycieli #nauka #polityka #szkola